środa, 30 września 2009

a tak było

Od poniedziałku obserwuję jak bardzo zmienia się krajobraz. To cieszy, dynamika w przyrodzie zawsze przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Ale w ciągu trzech dni temperatura spadła drastycznie i zaczynam snuć paniczne fantazje, że mi różyczki zmarzną, a jedna ma zawiązane trzy pąki jeszcze... To zabawne, myśle o różyczkach, podsypywaniu korą, szyje pluszowe misie, no dobrze króliczki, a za rok okrągła rocznica. To najistotniejsze zmiany w przyrodzie, zachodzące w tym roku. Znak czasów? Jak dla mnie upływu czasu. Pierwotnie miało być o przygotowaniach wiecznej singielki do ślubu, a jest już po. Miało być o przewrocie, rewolucji, a jest tak normalnie. Niech będą różyczki i poranna kawa, zawsze drobno mielona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz