czwartek, 22 października 2009

się ciśnie na usta wyrazów moc


Powtarzam to sobie od dłuższego czasu, że pewnego dnia przygotuje czekoladę na gorąco i robiąc rundkę po mieście zaprezentuję jak należy ja przyrządzać. I chyba wczoraj coś we mnie pękło. Uwielbiam drobno mielona kawę i jej autorkę w formie pisanej jak i towarzyskiej. Ona, specjalistka od aromatycznego espresso, od dawna próbuje przełamywać ludzkie zachowania picia lury ze szklanki i opowiada gdzie pić, żeby dobrze wypić.
Może nadszedł już czas zedrzeć ubrania pięknej formy i wspomnieć czasem o czekoladzie.


Forma wczoraj była piękna, urzekła atmosfera, miła obsługa. Zapowiedź gęstej, takiej bardzo gęstej, czekolady skusiła zziębnięte kości. I co? Klapa. Wodniste kakao z bitą śmietaną z puszki. Zanim udało mi się pozbyć śmietany kubek zalałam skutecznie brązową mazią. Co smutniejsze płyn nie był kremowej konsystencji, a jedynie mlekiem z grudkami. Smutny to był widok dla mnie i otoczenia. Ja myślałam o tym jak szkoda, ze w tak urokliwym miejscu podają kiepska czekoladę, a otoczenie, że świnka jestem i pic z kubka nie umiem. (A kubeczki zdobione wzorem ludowych wycinanek mają też śliczne.)


Bily Konicek

niedziela, 11 października 2009

niedziela, 4 października 2009

sobotnia czekolada

Aromat kawy w sobotnie popołudnie nie może obejść się bez czekolady, ciasta, migdałów... to wszystko daje ten ekstremalnie czekoladowy tort. Niebo, które rozpływa się w ustach. Soczyste, mięsiste, mocno aromatyczne i bez maki. Może zaspokoić głód na czekoladę na kilka tygodni.
Przepis znajdziecie na blogu "Moje wypieki".

środa, 30 września 2009

Photobucket

a tak było

Od poniedziałku obserwuję jak bardzo zmienia się krajobraz. To cieszy, dynamika w przyrodzie zawsze przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Ale w ciągu trzech dni temperatura spadła drastycznie i zaczynam snuć paniczne fantazje, że mi różyczki zmarzną, a jedna ma zawiązane trzy pąki jeszcze... To zabawne, myśle o różyczkach, podsypywaniu korą, szyje pluszowe misie, no dobrze króliczki, a za rok okrągła rocznica. To najistotniejsze zmiany w przyrodzie, zachodzące w tym roku. Znak czasów? Jak dla mnie upływu czasu. Pierwotnie miało być o przygotowaniach wiecznej singielki do ślubu, a jest już po. Miało być o przewrocie, rewolucji, a jest tak normalnie. Niech będą różyczki i poranna kawa, zawsze drobno mielona.

w południe

Photobucket