Powtarzam to sobie od dłuższego czasu, że pewnego dnia przygotuje czekoladę na gorąco i robiąc rundkę po mieście zaprezentuję jak należy ja przyrządzać. I chyba wczoraj coś we mnie pękło. Uwielbiam drobno mielona kawę i jej autorkę w formie pisanej jak i towarzyskiej. Ona, specjalistka od aromatycznego espresso, od dawna próbuje przełamywać ludzkie zachowania picia lury ze szklanki i opowiada gdzie pić, żeby dobrze wypić.
Może nadszedł już czas zedrzeć ubrania pięknej formy i wspomnieć czasem o czekoladzie.
Forma wczoraj była piękna, urzekła atmosfera, miła obsługa. Zapowiedź gęstej, takiej bardzo gęstej, czekolady skusiła zziębnięte kości. I co? Klapa. Wodniste kakao z bitą śmietaną z puszki. Zanim udało mi się pozbyć śmietany kubek zalałam skutecznie brązową mazią. Co smutniejsze płyn nie był kremowej konsystencji, a jedynie mlekiem z grudkami. Smutny to był widok dla mnie i otoczenia. Ja myślałam o tym jak szkoda, ze w tak urokliwym miejscu podają kiepska czekoladę, a otoczenie, że świnka jestem i pic z kubka nie umiem. (A kubeczki zdobione wzorem ludowych wycinanek mają też śliczne.)
Bily Konicek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz